Forsycje w donicy

No jest wiosna i pięknie się patrzy jak coś kwitnie. Akurat jako opiekunka miałam urlop i wróciłam do domu, tylko zapomniałam, że w zimnej altance zostawiłam forsycje w donicy i liczyłam na to, że w ogóle się przyjmą. Jednak się przyjęły i o dziwo….zakwitły. Radość była ogromna, bo chce człowiek wiedzieć, czy jesień była w porządku, a tutaj taka niespodzianka! Wchodzę do domu, a tutaj żółto. Nie dość, że zarobiłam sobie za granicą, to jeszcze czekał mnie miły widok w domu. Wiosna to jednak robi nam wiele niespodzianek i nie jest ważne, czy w domu czy w ogródku. Jest to chyba najfajniejsza sprawa jak się nam może zdarzyć.

Tulipanki wiosenne

Kiedyś zrobiłam będąc opiekunką na wiosnę takie śmieszne tulipanki. Zobaczyłam w necie i wpadłam na taki pomysł, bo podopieczna miała wizytę koleżanki. Byłyśmy na zakupach i oprócz ciasta kupiłam pomidorki takie długie, koktajlowe, by zaskoczyć koleżankę. Najpierw było ciacho, a potem podałam swoje dzieło. Fajnie było nadziać twarożkiem środek pomidorków i wcisnąć szczypiorek, jako łodyszkę. Potem jeszcze ozdobiłam cały „bukiet” bazylią i trafiłam idealnie. Fajnie tak sobie czasami wymyślić coś, co wygląda inaczej, ale działa. Jeszcze bukiecik obwiązałam resztą szczypiorku i z babcią cieszyłyśmy się, że wizyta była udana.

Nauka w Niemczech

Można się uczyć nawet za granicą. Mamy taką możliwość wyjeżdżając jako opiekun, czy opiekunka. To, co znamy i nawet mówiąc gramatycznie, to nie to, jak uczyć się na miejscu i chłonąć wyrażenia miejscowe, bo w innych regionach będziemy z tego wyjątkowo wzięci za ambitnych do nauki języka. Ważne jest także uczenie się regionalnej gwary i potem na ten temat rozmawiać z chorym, który nam może pewne rzeczy wytłumaczyć, albo z rodziną. Oni też nam mogą powiedzieć o słowach w gwarze lub powiedzeniach. Warto nawet pytać ludzi w markecie, albo sąsiadów, czy coś znają, kiedy mamy z nimi dobre stosunki. Czyli koniec języka za przewodnika?

Spacer w słońcu

Kiedy jesteśmy w pracy w Niemczech jako opiekuni ludzi starszych lub dzieci, to dziennie mamy do dyspozycji dwie godziny przerwy tylko dla nas. Możemy sobie pospać lub wyjść na spacer. Ja nie zawsze mogłam wyjść, bo po perypetiach nocnych byłam zmęczona jak smok. Ale jeżeli noc mogłam przespać normalnie, to „uciekałam” z domu, by pospacerować po ulicach, zwiedzić coś na miejscu, albo do parku bez względu na pogodę. Tam zawsze chodziłam w niedzielę, bo miałam okazję mieć wolne. Rano już szykowałam obiad i zostawiałam potem na „jedynce”, żeby cały czas był ciepły. Obok spaceru, to dobrze, że piec był elektryczny:)

Warto było

Czy warto było te Święta spędzić w Niemczech opiekując się starszymi osobami? Tak i nie. Wiadomo, Święta w Niemczech to jakieś tam nowe doświadczenie i podczas Świąt jest trochę inaczej niż w Polsce. U mnie nie było aż tak wiele rzeczy. Wspólna wieczerza, choinka, symboliczne prezenty i to by było na tyle. Ale i to tak wiele, bo z tego co wiem od innych Święta w Niemczech to nie Święta w Polsce. Na plus muszę dodać, że dodatkowa kasa wpadła, firmy zwykle dodatkowo płacą za pobyt w Święta i w Nowy Rok. Oczywiście dodatkowe pieniądze się przydadzą i jakoś je zagospodaruję, nie ma obawy.

Co do minusów pobytu to trzeba wspomnieć o rodzinie w Polsce, o znajomych o specyficznej polskiej atmosferze. Niestety tym razem obyło się bez tego. Może za rok, kto to wie, spędzę Święta Bożego Narodzenia u nas w Polsce w rodzinnej atmosferze.

Na Święta do opieki

Pewnie niektóre z opiekunek wyjeżdżają na Święta Bożego Narodzenia do opieki w Niemczech? Walizki już pomału spakowane, transport zarezerwowany, zarezerwowany, dlatego, że na ostatni moment to już pewnie niczego nie znajdziemy, pozostaje dojazd tylko własnym autem.  Decydujemy się na wyjazd do opieki na Święta z różnych względów. Okres Świąt to szansa dla opiekunek, które zaczynają i pierwszy raz jadą do opieki. W końcu większość stale wyjeżdżających opiekunek chce spędzić Święta w Polsce, a niemieccy seniorzy nie mogą zostać bez opieki. Ktoś musi pojechać i z nimi być. Oczywiście na Święta możemy czasami liczyć na bonusy od firmy. Firmy starają się obsadzić za wszelką cenę wolne wakaty. Wiem, że okres przedświąteczny nie jest dla wielu firm łatwy. Brakuje opiekunów, którzy są chętni na wyjazd do Niemiec. W końcu większość z nas te wyjątkowe Święta chce za wszelką cenę spędzić w rodzinnym gronie.

Mycie okien

No niestety, jest nie raz tak, że na Stelli musimy myć okna i wyprać firanki, choć w zasadzie tego nie znosimy, ale podopieczni nas proszą, bo nie ma sprzątaczki, która by to zrobiła. Dla mnie to w sumie nie problem, tylko jak byłam poproszona, to zawsze w czasie, kiedy siedziałam przy garnkach i musiałam gotować obiad. Szaleństwo totalne i tylko bieganie w kółko po schodach. Trzeba było wyprać firanki i także biegać po drabinie, by odwiesić i z powrotem zawiesić. Samo mycie nie specjalnie jest ciężkie, ale to „latanie” w te i wewte dawało popalić, bo pralka w piwnicy, więc nogi do biegu!

Zawody i konkurencja

W sporcie to wiadomo jest, że zawsze konkurencja jakaś i trzeba walczyć do końca. W zawodzie opiekuna także się to zdarza, bo podopieczny wybiera sobie faworyta. Myślę, że i tak jest zadowolony z każdej opieki, ale wkurza mnie, jak zmiennik lub zmienniczka oszukują. Najprostszym sposobem jest to, jak zostawiają nam miejsce pracy. Ja to zawsze musiałam zostawić wszystko posprzątane, poprane i ugotowane na pierwsze dni, naturalnie poopisywane w dwóch językach i wstawione albo do lodówki, albo do zamrażarki dla dwóch osób. Byłam wprost wściekła, kiedy przyjechałam do pracy, a tu nawet pościel w moim pokoju nie została zmieniona. Chciałam zmiennika wprost zamordować, ale co mi tam. Sama ogarnę i spokój. Jemu zostawię to samo…

Być farciarzem

Oj oj oj. Farciarzem można być, jak się dostanie dobrą pracę w Niemczech. Albo opieka najczęściej, albo co innego. Jak się trafi dobrze, to można zarobić dobrze, a i czegoś się nauczyć przy okazji. Czasami dostaniemy fajną pracę ni stąd, ni z owąd i jedziemy. Potem nagle się okazuje, że jakoś tak nam wyszło, że nie jest za bardzo ciężko, a kasa sobie spokojnie leci w miesiącu. Niektórzy np. tak mają, że opiekować się za bardzo nie musimy, tylko wykonywać rzeczy, na które oni już nie mają siły. Ale sami starają się normalnie funkcjonować nadal, tylko trzeba im troszkę pomóc.

Wizyta rodziny

Rodzina niby stara się odwiedzać naszego podopiecznego i robi zamęt. Ja to w zupełności rozumiem, ale także rozumiem starszego człowieka, który chce mieć spokój i sobie odpoczywać, albo żyć jak chce. My mamy tylko mu w tym pomagać i wykonywać czynności, które mamy w umowie. Czasami mnie denerwuje nawet przyjście rodziny na kawę i kontrolowanie, czy my robimy to dobrze i nie oszukujemy. Kwestia tego, by jakoś z tego wybrnąć i mieć dobrą minę do złej gry, bo przecież sami w zasadzie nic nie robią, ale wymagania, jak w hotelu pięciogwiazdkowym. Jeszcze ten nalot, robienie kawki i podawanie ciasta. Mam dość.